Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beliebers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Beliebers. Pokaż wszystkie posty

14.04.2016

Epilog



~ Amelia ~




Dojechałam z Justinem do mojej dawnej szkoły. Dziś miałam ostatni raz postawić swoje stopy w miejscu, gdzie odmieniło się moje życie. Razem z Dominikiem byliśmy w ostatniej grupie zdających. On miał zdawać angielski, a ja polski. Na koniec mój mąż miał mieć koncert na sali gimnastycznej.

Nie mogłam uwierzyć, że minął rok odkąd byłam tutaj po raz ostatni. Mój ukochany złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Gdy odsunął się ode mnie pogładził dłonią mój zaokrąglony brzuch i uśmiechnął się szeroko. Cztery miesiące dzieliły nas od ujrzenia naszego synka.

- Billy bardzo daje o sobie znać? - spytał, kiedy poczuł ruchy naszego maleństwa. Po ostatnich badaniach od razu ustaliliśmy imię dla naszego małego księcia.

W odpowiedzi uśmiechnęłam się do niego i przecząco pokręciłam głową. Mężczyzna odsunął się ode mnie i poszedł na sale. Udałam się w stronę klasy, gdzie miałam ostatni egzamin. Dominik siedział już na ławce, a kiedy mnie ujrzał, mocno objął mnie swoimi ramionami.

- Jesteś taka - przerwał na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał - okrągła - dokończył w końcu.

Zaczęłam śmiać się z jego głupoty i uderzyłam go z otwartej dłoni w tył głowy. Mężczyzna odsunął się ode mnie i rozmasował miejsce, jakby go to naprawdę bolało.

- Nie jestem okrągła. Jestem w ciąży debilu - odparłem ze śmiechem.

Cieszyłam się, że w końcu doszliśmy do porozumienia. Był jedną z niewielu osób, którym ufałam, gdy straciłam pamięć.

Po chwili z sal wyszli nauczyciele, którzy zawołali nas na egzaminy. Podeszłam do biurka i wylosowałam arkusz z pytaniem.


~*~


Wyszłam z pomieszczenia w tym samym momencie, co Dominik. Z daleka widziałam uśmiech na jego twarzy. Wtedy wiedziałam już, że oboje mieliśmy zdaną maturę.

Od razu skierowałam swoje kroki w stronę sali gimnastycznej. Scott chodził po pomieszczeniu i sprawdzał nagłośnienie. Kiedy mężczyzna odwrócił się w moją stronę, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.

- Justin jest w szatni - powiedział i wrócił do przerwanego zajęcia.

Szybko udałam się we wskazanym kierunku. Otworzyłam drzwi i podeszłam do swojego męża. Mężczyzna odwrócił się w moją stronę i mocno mnie przytulił.

- I jak Ci poszło królewno? - spytał pogodnie.

- Zdałam - zapiszczałam z radości, a chłopak przycisnął mnie mocniej do swojego ciała.

Nagle usłyszałam, jak menadżer Justina wołał nas na salę. Złapałam dłoń swojego ukochanego i razem ruszyliśmy na miejsce występu. Scott szybko zjawił się przy moim boku. Zaprowadził mnie pod scenę, gdzie siedziała już Yael. Kobieta uśmiechnęła się do mnie pogodnie, a Jagger od razu wspiął się na moje kolana.

Słuchając głosu Justina, nie mogłam doczekać się, jak nasz synek pojawi się na świecie. W tym momencie naprawdę cieszyłam się, że mam tak wspaniałego faceta w swoim życiu, a fakt, że Jaydee dała nam spokój, tylko potęgował moją radość.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Chciałam Wam bardzo podziękować, że przez tyle czasu czytaliście historię Amelii i Justina.
Mam nadzieję, że opowiadanie przypadło Wam do gustu.
Jeśli tak to bardzo sie cieszę.
Jeśli jeszcze nie znudziła Wam się moja twórczość, znajdziecie więcej z zakładce "Moje Blogi".
Jednak najbardziej polecam Wam moje dwa nowe opowiadania:
1. "It's too late to say sorry |J.B|" - opowiadanie o Justinie, rodzeństwie Beadles, Niallu Horanie, Harrym Stylesie, Mii Talarico (dla niewtajemniczonych Charlie z "Good Luck Charlie"), oraz pewnej tajemnicy rodzinnej jego przyjaciół, która ma również wielki wpływ na Justina. Chcesz wiedzieć, dlaczego? Kliknij w tytuł i dowiedz się więcej na temat tego opowiadania.
2. "No Control" - historia o Justinie, Selenie Gomez, One Direction, The Fooo Conspiracy, przyjaźni i miłości. Co dzieje się z miłością dwojga młodych ludzi, którzy muszą rozstać się na rok. Czy młodzieńcza miłość jest na tyle silna, aby przetrwać taką rozłąkę? A może dawna przyjaźń będzie w stanie zepsuć uczucie dzielące dwójkę ludzi? Chcesz wiedzieć, jak potoczy się ta historia? Kliknij w link, a wszystko stanie się dla Ciebie jasne.

16.10.2015

Rozdział XIV

~ Amelia ~




Minęło kilka dni odkąd wróciłam do domu. Nadal nie mogłam uwierzyć, że to wszystko tak się potoczyło. Rozmowa z doktor Morgan dała mi dużo do zastanowienia się nad całym moim dotychczasowym życiem. Może wstrząs doznany przez amnezję jakoś oddziaływał na moje zachowanie w momencie trafienia do kliniki. Cieszyłam się, że Justin był wtedy ciągle przy mnie. On jako jedyny nigdy nie wątpił w to, że kiedyś znów będę tą samą dziewczyną, co przed wypadkiem.

Leżałam w łóżku i rozmyślałam na temat naszej wspólnej przeszłości i wszystkich przykrych sytuacji, które ostatnio miały miejsce. Mój mąż spał jeszcze wtulony w moje ciało. Chwilę później Justin zaczął się niespokojnie poruszać, a ja już wiedziałam, że się budził.

Gdy tylko otworzył swoje piękne brązowe oczy spojrzał na mnie z uśmiechem i czule musnął moje usta. Moje serce zabiło szybciej. Wiedziałam, że mam przy sobie wspaniałego mężczyznę, który zawsze będzie mnie wspierał, co już nie raz mi udowodnił.

Jego dotyk sprawiał, że wszystkie troski odchodziły w cień. Liczył się tylko on i nasza miłość. Nic innego nie miało dla mnie znaczenia. Delikatny, czuły dotyk mężczyzny spowodował, że moje ciało pragnęło go coraz bardziej. Działał na mnie, jak narkotyk. To on sprawił, że moje życie powoli wraca do normy. Jeden człowiek a sprawia więcej radości niż cokolwiek innego.

Palce mojego męża gładziły nagą skórę na moim brzuchu, który był w tym momencie podziwiany przez mojego ukochanego. Uśmiech na jego twarzy mówił sam za siebie. Wiedziałam, że brakowało mu naszych wspólnych nocy podczas naszych pobytów w szpitalach.

Do tej pory nie mogłam się pogodzić z faktem, że przez głupotę jednej osoby mogłam stracić cały mój świat. Bez Justina moje życie nie miałoby sensu. To on i jego miłość spowodowały, że znów zaczęłam wierzyć, że nie wszystko jest stracone.

Moment jego postrzału był dla mnie wielkim wstrząsem. W jednej chwili na włosku stanęło całe moje życie. Bałam się, że już nigdy więcej go nie zobaczę. Nie byłabym w stanie przeżyć takiego wstrząsu. Za dużo już w życiu wycierpiałam, choć miałam zaledwie dziewiętnaście lat.

Na wspomnienie tamtego widoku przeszły mnie dreszcze. Za każdym razem, jak zamykałam oczy widziałam krew. Pełno krwi i ledwo żyjącego Justina, który ostatkiem sił wyznawał mi miłość. Nigdy nie zapomnę tego dnia, w którym prawie straciłam wszystko, co się dla mnie liczyło.

- O czym myślisz kochanie? - Wyszeptał czułym tonem mój partner.

- O nas. Myślę o tym, co by się stało, gdybyś tamtego dnia zmarł. Bez Ciebie moje życie już by nie było tym samym. Gdyby Ciebie zabrakło już bym nie miała żadnego powodu do życia – powiedziałam gładząc dłonią jego policzek

Czułam, jak do moich oczu napływają łzy. Z tego powodu schowałam twarz w ramieniu swojego męża, bo nie chciałam, aby oglądał mnie w takim stanie. Odkąd wyszłam z kliniki, co chwilę płakałam. Miewałam różne huśtawki nastrojów. Wszystko odbywało się za sprawą pewnych cudownych tabletek, które podobno miały mi pomóc. Zgadzając się na leczenie ciąży urojonej, którą wykryła mnie doktor Morgan musiałam zgodzić się na leki antydepresyjne. Niestety minął już tydzień odkąd je zażywam i jeszcze nie czułam żadnej poprawy.

Miałam wrażenie, że to się nigdy nie skończy. Chciałam mieć już za sobą ten rozdział w życiu. Byłam przytłoczona tymi wszystkimi sprawami. Nie dawałam sobie z tym rady. Nie wiedziałam już, jak mam się zachować. Nie miałam pojęcia, czy jeszcze kiedykolwiek w naszym życiu pojawi się coś dobrego. Wszystko na razie sypało się i nie byłam w stanie tego wszystkiego pozbierać w całość.

- Ma chérie nie płacz. Wszystko się ułoży. Zobaczysz. Będziemy mieli jeszcze nie jednego małego potworka, który będzie mówił do Ciebie mamo. Kochanie i nie myśli o tym, co by było gdyby. Najważniejsze jest to, że oboje żyjemy. Nie wiem, czy wiesz, ale ty też ledwo uszłaś z życiem. Myślisz, że mi było łatwo siedzieć w Nowym Jorku w szpitalu wiedząc, że ty w LA walczysz o życie? Sam odchodziłem od zmysłów. Bałem się, że stracę Cię na zawsze, a drugi raz nie przeżyłbym tego. Nie masz pojęcia, co przeżyłem po twoim wypadku. Przez te pięć lat, kiedy Cię nie widziałem, odchodziłem od zmysłów. Robiłem różne głupie rzeczy, bo ciągle tęskniłem za Tobą i nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Nie chcę drugi raz przeżywać tego samego. Żyję tylko dla Ciebie, dlatego mam prośbę. Nie zostawiaj mnie nigdy. Chcę właśnie z Tobą spędzić resztę swoich dni – mówił cichym, spokojnym a przede wszystkim czułym tonem.

W jego głosie dominowała troska i zmartwienie, dlatego wiedziałam, że mówił prawdę. Przez cały czas starał się mnie pocieszać. Mimo wszystko byłam pewna, że tak jak ja przeżywa ostatnie wydarzenia. Po jego monologu czułam, że jestem w dobrym miejscu. Nigdy nie czułam się tak przy żadnym innym mężczyźnie. Tylko on potrafił wzbudzać we mnie takie emocje.

Z naszej sielanki wyrwał nas dzwonek do drzwi. Justin wciągnął na siebie białe szorty i lekko uśmiechnął się w moją stronę, po czym nachylił się nade mną i czule pocałował w czubek głowy.

- Ubierz się kochanie i zejdź na dół. Ja w tym czasie otworzę i przygotuję Ci tabletki – powiedział mój mąż zapinając swoją koszulę.

Niestety nasz niecierpliwy gość nie dawał za wygraną i po raz kolejny nacisnął dzwonek do drzwi, który zaczął mnie już irytować. Byłam bardzo ciekawa, kto jest takim rannym ptaszkiem i w taki nachalny sposób odciąga nas od moich ulubionych długich poranków, które często spędzaliśmy w podobny sposób.

Zwlekłam się z łóżka i skierowałam swoje kroki do łazienki, po porannej toalecie wróciłam do sypialni w samej bieliźnie. Chwilę później stałam już przy wielkiej garderobie w której kompletowałam swój dzisiejszy strój.

- Seksownie wyglądasz – Justin zaćwierkał mi do ucha.

Tak byłam skupiona na ubraniach, że nawet nie zauważyłam jego obecności. Niepewnie odwróciłam się w jego stronę, na co w odpowiedzi zastałam jego pogodny uśmiech. Mój mąż spojrzał przez moje ramię i chwilę rozglądał się po mojej szafie.

- Mogę wybrać Ci strój na dzisiaj? - Poprosił robiąc do mnie maślane oczka.

Bez zastanowienia zgodziłam się na jego propozycję, bo ja dzisiaj nie miałam do tego w ogóle głowy. Zrobiłam mu miejsce przepuszczając go bliżej szafy a sama usiadłam na naszym łóżku. Czekając na rezultaty jego wyboru zaczęłam bawić się swoim telefonem. Chwilę później Justin podał mi komplet ubrań i bielizny.

- Czekamy na Ciebie w salonie – powiedział tajemniczym tonem i zniknął za drzwiami.

Założyłam białą bluzkę na ramiączkach z narysowaną flagą Wielkiej Brytanii oraz jasne jeansowe rurki z łatami. Chwilę później weszłam do salonu, gdzie zastałam swojego brata z Elysandrą. Cieszyłam się z ich wizyty, bo ostatni raz widziałam ich w szpitalu. Od razu przytuliłam naszych gości, po czym podeszłam do Justina i usiadłam na jego kolanach.

Mężczyzna nie ukrywał swojego zadowolenia, ale po chwili spojrzał na mnie w poważny sposób. Wiedziałam, że to nie wróży nic dobrego.

- Kochanie w kuchni czeka na Ciebie śniadanie, a później dostaniesz tabletki – powiedział łagodnym tonem mój mąż.

Miałam rację. Jego wiadomość nie wróżyła nic dobrego. Nie chciałam brać tych głupich lekarstw. Jednak nie mogłam narzekać, bo wiedziałam, że tylko w ten sposób mogę odmienić swoje życie i wyjść z tej choroby.

Bez słowa sprzeciwu poszłam do kuchni, a tam na stole zastałam naleśniki z syropem klonowym, które po prostu uwielbiałam. Szybko zjadłam danie przygotowane przez mojego ukochanego i wróciłam do salonu ze szklanką soku pomarańczowego. Justin od razu wyciągnął z szafki tabletki i podał mi dawkę pastylek przepisaną w szpitalu. Niechętnie zażyłam lekarstwa i duszkiem opróżniłam całą szklankę z soku.

- Grzeczna dziewczynka – powiedział pogodnie mój ukochany i mocno mnie objął w pasie.

Mój brat i jego dziewczyna przyglądali się całej scenie z rozbawieniem. Już dawno nie widziałam uśmiechu na twarzy Christiana. Praktycznie od czasu akcji z Karoliną w Polsce był przytłoczony i zdołowany. Wiedziałam, że bolało go zachowanie mojej przyjaciółki, ale przecież mu tłumaczyłam, jaka ona jest.

Teraz cieszyłam się jego szczęściem, które znalazł przy Elysandrze. Poza tym w końcu przestał czepiać się mojego związku z Justinem, a ich przyjaźń znów była tak silna, jak na początku znajomości chłopaków, albo i silniejsza.

- Amy, jak się czujesz po powrocie do domu? - Spytał mój brat zatroskanym tonem.

Wtuliłam się mocniej w ciało swojego męża, po czym usiedliśmy na kanapie. Mężczyzna wciągnął mnie na swoje kolana, a ja oparłam swoją głowę na jego ramieniu. Spojrzałam w stronę swojego brata i smutno uśmiechnęłam się do niego.

- Jak widzisz dobrze nie jest, bo muszę brać leki antydepresyjne. Chociaż Justin pilnuje wszystkiego. Nie ukrywam, że nadal ciężko pogodzić mi się z tym wszystkim, ale przy takim mężu i waszym wsparciu jestem w stanie poradzić sobie z różnymi problemami – odparłam oplatając rękoma swojego ukochanego w pasie.

Justin zaczął gładzić mnie po plecach. Nagle usłyszałam trzaskanie drzwiami wejściowymi. Nim się zorientowaliśmy Lil Za był już w salonie. Jego spojrzenie coś mi mówiło, że jego wizyta nie wróży nic dobrego.

Mój mąż powoli ściągnął mnie ze swoich kolan i wstał z kanapy. Podszedł do Lila stojącego w drzwiach. Czułam na sobie spojrzenie każdego zebranego w tym pomieszczeniu. Każdego poza Justinem, który wpatrywał się w swojego przyjaciela.

- Za wszystko w porządku? - Spytał mój mąż zmartwiony.

- Czemu ja się dopiero dzisiaj dowiedziałem, że ty i twoja żona ledwo uszliście z życiem? - Lil wściekły odpowiedział Justinowi pytaniem.

Wiedziałam, że prędzej czy później tak się stanie. Byłam wściekła. Nie chciałam, żeby ktoś się mną interesował tylko przez to co wydarzyło się w Nowym Jorku. Chciałam spokoju. Czy ktoś myślał o moich uczuciach w tym momencie?

- Za to nie jest tak, jak myślisz. Nie miałem nawet czasu na takie sprawy. Myślisz, że łatwo mi było leczyć się w Nowym Jorku z myślą o tym, jak moja żona jest transportowana do LA, bo jest chora? To było straszne i gdyby coś jej się wtedy stało moje życie nie miałoby sensu. Dlatego zamiast na mnie wrzeszczeć spróbuj postawić się w mojej sytuacji. Albo jeszcze lepiej. Postaw się na miejscu Amelii. Myślisz, że ona radzi sobie z tą chorobą? Bo ja wiem, że nie. Z każdym dniem widzę, że jest coraz lepiej, ale przed nami jeszcze długi powrót do normalności – powiedział mój mąż powoli podchodząc w moją stronę.

Lil próbował dowiedzieć się więcej na ten temat, jednak Justin nie ustępował. Wiedziałam, że nie chce o tym rozmawiać dłużej, bo nikt nie jest w stanie cofnąć czasu ani nic nie naprawi, tego co w ostatnim czasie przeszliśmy. W końcu przyjaciel mojego męża ustąpił i przestał dociekać szczegółów. Dopiero, gdy zeszliśmy z tego przykrego dla mnie tematu, mogliśmy spędzić razem naprawdę wspaniały dzień.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)


Hej mam nadzieję, że spodobał Wam się nowy rozdział.
Niestety opowiadanie powoli dobiega końca.
Z każdym rozdziałem jesteśmy bliżej końca.
Jednak zanim to się stanie to jeszcze trochę będzie trwało, ponieważ mam dużo nauki przez maturę, która dużymi krokami się zbliża, a do maja już nie tak dużo czasu pozostało.


Czy Amelia i Justin odnajdą jeszcze szczęście?
Czy Justin wznowi trasę koncertową?
Czy Amelii uda się zdać w Polsce maturę?
Czy Justin będzie kiedykolwiek szczęśliwym tatusiem?

22.08.2015

Rozdział XIII

~Justin~




Gdy Amy zasnęła postanowiłem porozmawiać na spokojnie z Chrisem, zanim przyjdzie moja szwagierka.

- Chris nie wiem, czy Amy mnie posłucha, więc musisz mi pomóc nią przekonać, aby poddała się leczeniu. Ty i Cait zawsze potrafiliście przemówić jej do rozumu. A ze mną ona robi, co chce, bo wie, że ja zrobię dla niej wszystko.

- Bieber nie martw się, jeśli Ciebie nie posłucha to ja się tym zajmę. - Odparł Beadles obejmując swoją dziewczynę.

Widząc to mimowolnie się uśmiechnąłem, Cieszyłem się, że w końcu i on znalazł odpowiednią dziewczynę dla siebie. Elysandra mogła dać mu szczęście, którego z całą pewnością nie dałaby mu przyjaciółka mojej żony.

- Zabierz Elys i idźcie na jakiś spacer, czy coś. Nie musisz siedzieć cały czas przy Amy. Ja będę przy niej, a jak będzie się coś dziać to dam Ci znać. - Powiedziałem wiedząc, że chcą pobyć trochę we dwoje.

Mój szwagier uśmiechnął się na moje słowa i razem ze swoją dziewczyną opuścił szpital. Ująłem jej dłoń zamykając nią szczelnie między swoimi. Amelia była taka spokojna podczas snu, ale nagle zaczęła się bardzo niespokojnie wiercić. Zacząłem uspokajać swoją małżonkę. Nim się zorientowałem kobieta otworzyła swoje piękne oczy i zaczęła łkać. Gdy tylko usłyszałem jej płacz, usiadłem na jej łóżku i mocno nią przytuliłem.

- Ćśśś... kochanie jestem tutaj. Nie płacz, wszystko się ułoży. Obiecuję, że będziesz niedługo mamą, tylko proszę nie płacz i daj się wyleczyć lekarzom. - Mówiłem błagalnym tonem gładząc jej plecy.

Dziewczyna powoli zaczęła się uspokajać i lekko odsunęła się ode mnie. Widziałem, ile bólu sprawia jej rozmowa na temat tego pobytu w tym cholernym szpitalu. Sam się bałem, tego co nam jeszcze przyniesie los, ale naprawdę wierzyłem, że jeszcze kiedyś naprawdę będę tatą, a matką mojego dziecka będzie nie kto inny, jak tylko i wyłącznie Amelia.

Gdy w końcu Amy się uspokoiła przyszedł lekarz i ku mojemu zaskoczeniu miał dla nas bardzo dobrą wiadomość.

- Jeśli nic niepokojącego nie będzie się dziać, a pańska żona zgodzi się porozmawiać z naszą panią psycholog w ciągu trzech dni, to po upływie tego czasu będzie pan mógł zabrać nią do domu, ale jeśli nie porozmawia z dr. Morgan to będzie tutaj leżeć do czasu, aż zgodzi się na dalsze leczenie. - Odparł lekarz i czekał na reakcje mojej żony.

Amelia w widoczny sposób ucieszyła się na wieść doktora. Ku mojemu zaskoczeniu od razu zgodziła się na rozmowę z dr. Morgan. Jednak wiedziałem, że rozmowa z psychologiem to nie jedna rozmowa, która czeka moją małżonkę.

Gdy mężczyzna opuścił pokój od razu nachyliłem się nad kobietą i złożyłem delikatny pocałunek na jej ustach.

- Cieszysz się, że wracasz do domu? - Spytałem pogodnie.

- Nawet sobie nie wyobrażasz, jak chcę być już z dala od tego miejsca – odparła gładząc mnie po policzku.

Wtedy przyszła lekarka, z którą moja żona nie chciała rozmawiać od samego początku. Nachyliłem się nad Amelią i delikatnie ją pocałowałem.

- Kochanie przyjadę do Ciebie jutro. Teraz musisz porozmawiać z panią doktor – powiedziałem żegnając się ze swoją ukochaną.

Dziewczyna skinęła głową, a ja udałem się do wyjścia. Po opuszczeniu kliniki udałem się do domu swojej mamy. Musiałem odpocząć i poukładać sobie wszystko na nowo. Nie miałem pojęcia, jak mam się dalej zachowywać. Przecież nie mogłem na okrągło wstrzymywać trasy koncertowej.

Z piskiem opon wjechałem na podjazd przed domem mojej mamy. Chciałem, aby pomogła mi jakoś pozbierać to wszystko w całość. Bez zastanowienia wszedłem do budynku i udałem się do salonu, skąd słyszałem dźwięk telewizora. Kobieta była w wyraźnym szoku, gdy mnie zobaczyła o tej porze.

- Myślałam, że będziesz teraz przy Amy w szpitalu – odparła podchodząc do mnie.

- Byłem u niej. Właśnie wracam z kliniki, ale muszę z Tobą porozmawiać. Potrzebuję twojej rady – poprosiłem.

- Zgoda Justin siadaj i opowiedz mi, co się dzieje – powiedziała pogodnie moja rodzicielka.

Opowiedziałem jej wszystko, co mnie niepokoi. Zaczynając na nieskończonej trasie koncertowej, a kończąc obawami reakcji swoich Beliebers, gdy dowiedzą się o chorobie Amelii. Moja mama długo słuchała moich obaw i myślała nad rozwiązaniem mojego problemu.

- Justin trasę koncertową możesz wznowić, gdy oboje poczujecie się lepiej. Poza tym twoi fani martwią się o twoje zdrowie – powiedziała kobieta.

Wiedziałem, że ma rację. Sam widziałem, jak Beliebers siedziały pod szpitalem, gdy wychodziłem z niego po zamachu na moje życie.


***



Minęło trzy dni od rozmowy z lekarzem. Dziś w końcu mogłem zabrać swoją ukochaną do domu, gdzie będzie dalej wracać do zdrowia. Szczęśliwy wjechałem na teren kliniki.

Już nie mogłem się doczekać, kiedy będę siedział w objęciach mojej Amelii w naszym salonie. Ten dom bez niej był taki pusty. Jak to możliwe, że jedna osoba wnosiła tyle szczęścia do mojego życia?

Gdy wszedłem do pokoju swojej ukochanej, dziewczyna kończyła pakować swoje rzeczy. Powoli podszedłem do kobiety i mocno przytuliłem ją od tyłu.

- Cieszysz się, że wracamy do domu? - Spytałem uśmiechając się do niej od ucha do ucha.

Amelia od razu odwróciła się w moją stronę i zarzuciła swoje ręce a moją szyję. Wykorzystałem sytuację i złożyłem czuły pocałunek na jej słodkich ustach.

Nagle wszedł lekarz, który podał nam wypis i receptę na lekarstwa. Schowałem dokumenty do torebki swojej żony. Później pomogłem dziewczynie poskładać ubrania i zabrałem swoją ukochaną do auta.

Bez zastanowienia odpaliłem pojazd i udaliśmy się do naszego domu. Dziewczyna od razu po przekroczeniu progu udała się do salonu, gdzie czekała na mnie. Chwilę później wszedłem do pomieszczenia i usiadłem na kanapie obok Amelii.

Kobieta szeroko uśmiechnęła się do mnie i mocno wtuliła w moje ciało. Jednak szybko odsunęła się ode mnie. Ściągnęła moją bluzkę i długo mi się przyglądała. Nie miałem pojęcia, co tak przykuło jej uwagę. Niestety szybko poznałem odpowiedź. Amy zaczęła muskać palcem moją bliznę po postrzale.

- Nadal w to nie wierzę, że mogłam wtedy Cię stracić. Wiesz, że to ja miałam być na twoim miejscu? - Spytała smutnym tonem.

Wiedziałem, o czym ona mówiła, bo przecież to jedna z moich tancerek wymyśliła ten chory plan. Do tej pory nie miałem pojęcia, że była we mnie zakochana. Salemah zawsze zachowywała się dziwnie w stosunku do mnie, ale nigdy bym nie pomyślał, że może się posunąć do czegoś takiego. Przez tą dziewczynę ledwo nie straciłem życia, a gdyby ta kula trafiła wtedy Amelię i ona by tego nie przeżyła? Chyba sam był umarł z rozpaczy.

Nie chciałem o tym myśleć. Przytuliłem mocno swoją małżonkę i podniosłem dziewczynę tak, aby usiadła na moich kolanach.

- Nie myśl o tym słońce. Ważne, że wszystko dobrze się skończyło. Zajdziemy kogoś na jej miejsce do zespołu. Zobaczysz skarbie ona zapłaci nam za wszystko w sądzie – powiedziałem gładząc Amelię po plecach.
_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)


Czy Salemah naprawdę rozbije związek Justina?
Czy Justin i Amelia poradzą sobie z tą chorobą?

Czy Justi i Amelia w przyszłości będą jeszcze mieli dziecko?

31.01.2015

Rozdział VIII

~ Amelia ~

         Gdy dojechałam z Kennym do szpitala od razu udaliśmy się na recepcję. Byłam tak zdenerwowana, że nie myślałam o niczym innym, jak o tym, żeby w końcu zobaczyć swojego męża.
      Dzień dobry. Przed chwilą tutaj karetka przywiozła Justina Biebera. - Powiedziałam z drżącym głosem.
      Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji. - Powiedziała pielęgniarka.
    Ugh. Czy oni wszyscy muszą być tacy uparci, a ja muszę wiecznie wszystko tłumaczyć? Mam powoli tego wszystkiego dosyć.
    - Chyba mnie pani źle zrozumiała. Justin to mój mąż, przed chwilą karetka zabrała go z koncertu i chciałabym wypisać odpowiednie dokumenty, aby mógł pozostać w tym szpitalu. - Powiedziałam lekko poddenerwowana.
    - Młoda uspokój się, Bieber z tego wyjdzie, to silny facet i ma motywację do życia. - Zaczął mnie uspokajać ochroniarz.
    Wzięłam głęboki wdech i powoli wypuszczałam powietrze nosem, aby choć trochę się uspokoić. W tym samym momencie kobieta podała mi plik kartek, które miałam wypełnić. Z torebki wyjęłam długopis i dokumenty należące do mojego męża, po czym zaczęłam wypełniać odpowiednie rubryki.
    Gdy skończyłam wypisywać dokumenty zobaczyłam, jak lekarze wiozą na łóżku operacyjnym mojego męża do pokoju. Oddałam pielęgniarce papiery i podbiegłam do lekarza.
    - Panie doktorze, co z nim? - Spytałam wskazując ruchem głowy w stronę, gdzie zabrali moje męża.
      Przykro mi, ale nie mogę udzielać takich informacji osobom z poza rodziny. - Odparł lekarz, który stał przede mną.
    Był dość wysoki, miał kruczoczarne kręcone krótkie włosy intensywnie zielone oczy, jakich jeszcze u nikogo nie spotkałam, wyraźne kości żuchwy. Nawet przez biały fartuch można było dostrzec dobrze rozwiniętą muskulaturę wyćwiczona godzinami na siłowni.
      Mi pan może udzielić takiej informacji, ponieważ jestem jego żoną. - Wtedy mężczyzna wskazał mi grupę młodych dziewczyn, które już wcześniej się podawały za żonę Biebera.
    Nie dziwię się, że mi nie uwierzył skoro już kilka dziewczyn podało się za żonę Justina. Wtedy wiedziałam, że w tylko jeden sposób dowiem, się czegoś więcej na temat swojego męża. Ruchem dłoni przywołałam do siebie Kenny'ego, a lekarz od razu rozpoznał w nim jednego z ochroniarzy Justina.
    - Dowiem się teraz, co z moim mężem? - Spytałam powstrzymując napływające łzy do oczu.
    - Zrobiliśmy operację panu Bieberowi, podczas której wyciągnęliśmy kulę. Miał dużo szczęścia, ponieważ kula nie uszkodziła żadnych organów wewnętrznych, jednak mieliśmy problem z zatrzymaniem krwawienia w jego jamie brzusznej po postrzale. W końcu powstrzymaliśmy krwotok, ale stracił dużo krwi, dlatego najbliższe godziny zadecydują o jego przyszłym stanie. - Odparł lekarz.
      Mogę go zobaczyć? - Spytałam z nadzieją w głosie.
    - Dobrze, ale tylko na chwilę. - Powiedział doktor i przepuścił mnie w drzwiach.
    Od razu ujrzałam swojego ukochanego. Leżał na łóżku i podłączony był do jakiegoś monitora, który pokazywał pracę jego serca.
    Usiadłam na krześle i złapałam za bladą, bezwładną dłoń swojego męża, którą przyłożyłam do swojego policzka. Nagle poczułam, jak po policzkach płyną mi pojedyncze łzy. Tyle czasu starałam się nie płakać, a teraz gdy go zobaczyłam po prostu coś we mnie pękło.
    - Kochanie nie możesz odejść. Odwiedzę Cię jutro kotku. - Powiedziałam przez łzy i złożyłam delikatny pocałunek na jego miękkich ustach, które teraz prawie tak białe, jak kartka papieru.
    G wyszłam z sali zakręciło mi się w głowie, a gdyby nie pomoc Kenny'ego pewnie bym się przewróciła.
    - Wszystko w porządku? - Spytał ochroniarz.
      Tak, po prostu mam zawroty głowy od nadmiaru wrażeń. - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
     asyście ochroniarza wyszłam ze szpitala. Wtedy podbiegła do nas grupa dziewcząt, z całą pewnością były to fanki mojego męża, bo na mój widok zaczęły piszczeć.
    - Ty jesteś Amelia? Żona Justina? - Uśmiechnęłam się pogodnie do dziewcząt, choć ciężko mi to przyszło.
    - Na to wygląda. - Odparłam.
      Justin wyjdzie z tego prawda? - Spytała jedna z nich, która płakała ze strachu o Biebera.   
    Fanki martwiły się o niego tak samo mocno, jak ja. W końcu to poświęciły większość swojego czasu, chociaż nie każda miała okazję go spotkać.
    - Lekarze zrobili wszystko, co mogli, ale stracił bardzo dużo krwi. Teraz to już zależy od siły jego organizmu i od Boga, czy Justin zostanie z nami. - Odparłam smutno.
    - Możemy sobie zrobić z Tobą zdjęcie? - Spytały dziewczyny.
    Szeroko się uśmiechnęłam do nich i spojrzałam na ochroniarza, który wzruszył ramionami.
      Zgoda, ale Kenny zrobi nam jedno wspólne zdjęcie, bo ten dzień był naprawdę męczący dla nas wszystkich. - Powiedziałam z uśmiechem.
    Dziewczyny od razu się zgodziły, bo same przeżyły wstrząs podczas zamachu na mojego męża. Gdy Kenny oddał dziewczynom aparat ruszyliśmy w stronę vana. Ochroniarz otworzył przede mną drzwi, po czym sam usiadł za kierownicą i ruszyliśmy w stronę hotelu.
    Gdy dojechaliśmy na miejsce od razu skierowałam się w stronę pokoju, gdzie jeszcze wczoraj spałam z Justinem.
    Po wejściu do pokoju w pierwszej kolejności postanowiłam zadzwonić do mamy Justina. Pattie odebrała praktycznie od razu.
     - Właśnie miałam do Ciebie dzwonić. Amy, co się tam u Was stało? - Spytała moja teściowa.
     - Na koncercie był zamach na Justina, został postrzelony i leży w szpitalu po operacji, ale nic więcej na razie nie wiadomo. Najbliższe godziny zdecydują, czy Justin ma szansę się jeszcze obudzić. - Powiedziałam zdławionym tonem, bo znów czułam zbierające się łzy w oczach.
    Pattie długo się nie odzywała, ale wiedziałam, że bardzo martwiła się o swojego syna, który był jej jedynym dzieckiem.
     - Musimy być dobrej myśli, bo my dwie nie jesteśmy w stanie nic zrobić. - Odparła mama mojego męża.
     - Wiem, ale mam nadzieję, że Justin się obudzi, bo przed koncertem nie zdążyłam mu powiedzieć, że będzie tatą. - Powiedziałam dając upust emocjom i się rozpłakałam.
     - Amy jesteś w ciąży? - Spytała kobieta.
     - Tak, dzisiaj zrobiłam test, ale do lekarza to potwierdzić pójdę dopiero, jak wrócę do LA, bo Scott powiedział, że zawieszamy trasę do momentu, aż Justin wróci w pełni do sił. - Mówiłam przez łzy.
     - Dobrze w takim razie ja Ci już nie przeszkadzam i połóż się spać, bo na pewno jesteś zmęczona. Zobaczymy się rano, bo lecę do Was i razem odwiedzimy Justina w szpitalu. - Powiedziała przygnębionym tonem moja teściowa.
    Po rozmowie z Pattie wzięłam swoja piżamę składającą się z krótkich spodenek w panterkę oraz białej koszulki na krótki rękaw z czarnym nadrukiem oraz czystą bieliznę i skierowałam się w stronę łazienki, gdzie ciepły prysznic. Gdy założyłam na siebie piżamę podeszłam do lustra i przeraziłam się swojego odbicia. Miałam czerwone, zapuchnięte od płaczu oczy, włosy sterczały we wszystkie możliwe strony po kąpieli. Postanowiłam chociaż trochę się ogarnąć. Rozczesałam swoje długie ciemne włosy i spojrzałam jeszcze raz w lustro. Wyglądałam trochę lepiej, ale nadal nie wiedziałam, jak pozbyć się zaczerwienionych oczu.
    Nie miałam siły już dłużej się nad tym zastanawiać, więc postanowiłam wrócić do sypialni. Położyłam się na łóżku i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

_________________________________________________________________________________
Po przeczytaniu skomentuj :)

Wiem, że dawno nie było notki, ale miałam dużo nauki, od teraz postaram się to naprawić i rozdziały dodawać raz w tygodniu
Zachęcam do zapoznania się z zakładką bohaterowie, ponieważ pojawi się tam kilka nowych członków.

Czy Justin przeżyje?
Czy Amy naprawdę spodziewa się dziecka?
A może zbyt wcześnie cieszy się perspektywą bycia mamą?
Jak Amelia poradzi sobie z niespodzianką, jaką los dla niej szykuje?